Wisła odbiła sobie na Wiśle

Wydarzenia 23 i 24 odsłony Orange Ekstraklasy



Ekstraklasa grała w piątek, w sobotę w niedzielę. W poniedziałek odpoczywaliśmy, odpoczywali również piłkarze, jednak już we wtorek i środę zawodnicy ponownie wyszli na boiska. Nie ma lekko. Grać trzeba. Ktoś musi w końcu odpokutować za lekkomyślność piłkarskich działaczy, którzy instalację podgrzewanych muraw postanowili opóźniać do samego końca, czyli do momentu, w którym stanie się ona licencyjnym obowiązkiem.

Odpokutować musimy również i my, dziennikarze iGola, bowiem w niniejszym podsumowaniu uwzględnić należy dwie ligowe kolejki, zamiast jednej. Robi się więc z tego mętlik i zamiast klarownego podsumowania, trzeba przelecieć po meczach, traktując je pobieżnie.

Kolejka weekendowa stała pod znakiem derbów Warszawy oraz (nie)spodziewanej porażki Wisły Kraków. Zaczniemy może od wiślaków, którzy w Poznaniu zbłaźnili się wyjątkowo. Mistrz Polski dał sobie strzelić dwa gole w przeciągu kilku minut, prowadząc wcześniej przez większość meczu jedną bramką. Krytykować można obronę, za jej wielką niefrasobliwość. Krytyce należy poddać jednak przede wszystkim cały zespół, który po zdobytej bramce spoczął na laurach i zadowolił się jedną, jedyną bramką.

Wcale nie lepiej wypadła jednak Legia. Piłkarze ze Stolicy wygrali co prawda szósty mecz z rzędu, jest to jednak już kolejne ich zwycięstwo, które zawdzięczać mogą głównie wielkiemu szczęściu (swojemu) i niefartowi rywali. Na boisku od pierwszej do ostatniej minuty nie było widać najmniejszej różnicy pomiędzy pierwszą a ostatnią drużyną w ligowej tabeli. Legioniści dwie bramki zdobyli po stałych fragmentach gry, wcześniej notując jedynie jedną składną akcję, po której Szalachowski trafił w słupek. Legia może i idzie na mistrza. Wśród ślepców i jednooki jest królem. Jeśli zawodnicy z Łazienkowskiej nie poprawią w najbliższym czasie stylu swojej gry właśnie to hasło najdobitniej będzie określało ich bardzo już prawdopodobne zdobycie mistrzostwa Polski.

Czy Legia się poprawiła i nareszcie zagrała jak na lidera przystało, tego nie wiemy, bowiem aktualny numer iGola został zamknięty jeszcze przed środowym meczem (określanym hitem, ale chyba tylko z urzędu, pro forma) Legia - Lech. Wiemy natomiast, że poprawiła się Wisła. We wtorek na Reymonta pokonała Wisłę z Płocka efektownie, bo aż 4:0. Kto wie, czy mecz ten nie okaże się dla krakowian przełomowy. W każdym razie jedno jest pewne - Wisła nie porzuca myśli o mistrzowskim tytule.
Skład drużyny prowadzonej przez Dana Petrescu może nie przedstawia się już tak imponująco jak to niegdyś bywało, jednak wciąż jest bardzo groźny i biada tym, którzy o tym zapomną. Josef Csaplar najwyraźniej zapomniał, sadzając na ławce rezerwowych Jakuba Wierzchowskiego oraz Ireneusza Jelenia. Redakcja iGola proponuje trenerowi Csaplarowi zażycie tabletek poprawiających pamięć. W następnej kolejce płocczan czeka mecz z Legią.

A to swoją drogą jest sprawa interesująca, dlaczego terminarz ułożony został tak, że rywalami w meczach Legii Warszawa są drużyny, które kolejkę wcześniej mierzyły się z Wisłą. Wspominał o tym trener krakowian - Dan Petrescu, który jednak (absolutnie nie wiem dlaczego) został zbyty jedynie kąśliwymi uwagami i docinkami. A na sprawę machnąć ręką tak zwyczajnie nie można, bo zastanawiające jest, dlaczego terminarz został ułożony właśnie tak a nie inaczej. Przypominam, że Legia gra z rywalami Wisły z wcześniejszej kolejki regularnie. Wystarczy zerknąć na terminarz aby przekonać się, że dzieje się tak od początku sezonu i dziać się tak będzie do jego końca. Broń Boże, nie rzucam żadnych podejrzeń. Raczej pytam z czystej ciekawości, kto i dlaczego tak właśnie postanowił ułożyć terminarz. A także : jaki miał w tym cel i dlaczego rywali Legii i Wisły rozmieszczał z taką precyzją i jakimś bardzo wyraźnym zamierzeniem.

Kończymy gdybanie i wracamy do podsumowania dwóch ligowych kolejek. W obu, w 23 i 24 kolejce zabłysnęli piłkarze GKS-u Bełchatów, którzy mocno oddalili od siebie perspektywę degradacji, wygrywając dwa razy, najpierw z Odrą Wodzisław a później z Pogonią Szczecin. Drużyna prowadzona przez Oresta Lenczyka awansowała na dziesiąte miejsce i znacznie jest jej bliżej do drużyn ze środka niż do tych plasujących się na końcu tabeli. Bełchatów typowany przed rundą jako jeden z faworytów do spadku w meczu z Pogonią odniósł trzecie z rzędu zwycięstwo (dodatkowo we wszystkich wygrywając 2:0). Na chwilę szczerości w związku z tym pozwolił sobie trener bełchatowian - Orest Lenczyk, który po meczu z Pogonią Szczecin przyznał wprost : "Bardzo trudno gra się z zawodnikami, którzy po prostu potrafią grać w piłkę".

Wciąż zawodzi Cracovia. Rewelacja poprzedniej rundy, drużyna grająca pięknie i skutecznie traci punkty z kim popadnie. Tym razem Pasy przegrały z bardzo słabym ostatnio Groclinem 1:3 oraz zremisowały z Arką Gdynia 1:1. Być może ciut za wcześnie jest jeszcze mówić o tym, że drużynie prowadzonej przez Stefana Białasa grozi spadek, jednak jeśli w przyszłej kolejce Cracovia punkty straci ponownie to będzie można powiedzieć głośno i śmiało, że oto mamy kolejnego kandydata do degradacji.