Kłopot z bramkarzami



Jeszcze nie tak dawno największy problem przy sporządzaniu listy powołań selekcjoner Paweł Janas miał z wyborem bramkarzy. W tamtym okresie kilku naszych golkiperów prezentowało naprawdę imponującą formę i to na zagranicznych boiskach. Opiekun biało-czerwonych pewnie i teraz wiele by dał, żeby mieć taki kłopot bogactwa. Niestety im mniej czasu pozostaje do rozpoczęcia mistrzostw świata, tym więcej pustych miejsc powstaje w układance trenera.



W zeszłym tygodniu pisaliśmy o problemie wśród środkowych pomocników. Jednak w tym przypadku trener ma do dyspozycji dublerów i to wcale nie byle jakich. Wystarczy sobie o nich przypomnieć. Pozycja bramkarza wymaga już jednak troszkę więcej precyzji przy jej obsadzaniu. Tymczasem dotychczasowy numer jeden - Jerzy Dudek - okupuje ławkę rezerwowych nawet w spotkaniach Pucharu Anglii. Jedynie absencja jego rywala Jose Reiny może sprawić, iż Dudek znów pojawi się między słupkami. Nie należy się jednak łudzić, iż nie będzie to powrót jedynie tymczasowy. Już chyba nawet sam zainteresowany przestał wierzyć w cuda.

Coraz większy spadek formy notuje również Artur Boruc. A wszystko zaczęło się od nieszczęsnego spotkania z kibicami warszawskiej Legii, podczas którego polski golkiper zamiast ugryźć się w język, z manierą typową dla gwiazdy, narzekał na szkoleniowca oraz kibiców Celticu Glasgow. Problemy te bardzo szybko odbiły się na jego dyspozycji. Najpierw "zapewnił" reprezentacji Polski porażkę w bardzo ważnym spotkaniu towarzyskim z USA, choć przedtem wielokrotnie zapowiadał, iż to on powinien być pierwszym bramkarzem na mundialu w Niemczech. Wbrew pozorom ten błąd wcale nie podziałał na Boruca jak zimny prysznic. W Scottish Premier League bronił coraz słabiej i kwestią czasu były poważne błędy. W ubiegłym tygodniu w zaległym spotkaniu z Iverness w 90. minucie popisał się fatalną interwencją. Zamiast spokojnie złapać piłkę zmierzającą w jego kierunku, wykazał się dekoncentracją, a futbolówka po rękawicach spokojnie wtoczyła się do bramki. Szkoccy dziennikarze zgodnie zapowiadają, iż po następnym ligowym spotkaniu, w którym Celtic powinien zapewnić sobie tytuł mistrzowski, menedżer Gordon Strachan zacznie stawiać na Davida Marshalla.

Kreowany na trzeciego golkipera, a w opinii niektórych nawet na drugiego, Łukasz Fabiański także nie błyszczy formą. Trzeba jednak przyznać, że runda jesienna i początek wiosennej w wykonaniu tego młodziutkiego zawodnika były wyborne. Teraz jednak Fabiański sprawia wrażenie ligowego średniaka. W spotkaniu przeciwko Cracovii z opresji po złej interwencji uratował go - wybijając piłkę z linii bramkowej - Moussa Outtara. Ten błąd umknął wtedy uwadze publicznej, gdyż Legia rozbiła w puch gości z Krakowa.


Jednak druga wpadka z rzędu już Fabiańskiemu nie przeszła. W 30. sekundzie sobotniego meczu z Odrą Wodzisław w wyniku nieporozumienia Polaka z Dicksonem Choto Marcin Chmiest strzelił bramkę. I gdyby nie niezawodny Marcin Burkhardt, to właśnie młody bramkarz byłby winnym utraty przez stołeczny zespół fotela lidera Orange Ekstraklasy.

Wydaje się, że tylko Tomasz Kuszczak i Wojciech Kowalewski prezentują równą, ale co ważniejsze - wysoką - formę. Trudno się nie zgodzić z tym stwierdzeniem. Golkiper West Bromwich Albion pewnie do teraz nie może odżałować straconych lat spędzonych na ławce Herthy Berlin, bowiem nie jeden z nas patrzy ze sporym podziwem na jego bezkompleksowe występy przeciwko Chelsea czy też Manchesterowi United. Niestety klub Polaka póki co bez efektów walczy o pozostanie w Premiership, a Kuszczak już dawno nie zachował czystego konta. Do tego kompletny brak doświadczenia w spotkaniach reprezentacyjnych stawiają tego kandydata na straconej pozycji. Bramkarz Spartaka Moskwa był już sprawdzany przez Pawła Janasa, jednak nie można zaprzeczyć opinii, że Janosik nie darzy go zbytnią sympatią. Gdyby bowiem trener trzymał się swojej zasady, że powołany będzie ten, który będzie występował w spotkaniach klubowych i zarazem prezentował najwyższą formę, to właśnie Kowalewski musiałby zakładać bluzę z numerem jeden. Póki co, wszystkie znaki na niebie wskazują, że Janas po raz "enty" okaże się niekonsekwentny.