Siła znad Renu
FC Utrecht
Utrecht liczy sobie niemal 270 tysięcy mieszkańców i pod tym względem jest czwartą z kolei holenderską miejscowością. Nie ma wątpliwości, że w krajach, które żyją futbolem, w każdym większym mieście musi istnieć klub na co najmniej przyzwoitym, pierwszoligowym poziomie. Nie inaczej wygląda sytuacja w tej przemysłowej kolonii, która jest również znanym ośrodkiem turystycznym i słynie z zabytkowych, romańskich i gotyckich kościołów.
FC Utrecht powstał w 1970 roku jako fuzja trzech miejscowych klubów - DOS, Velox i Elinkwijk. Po tym pierwszym, najstarszym, bo powstałym na samym początku XX wieku, dzisiejsza drużyna odziedziczyła jak na razie jedyne w historii Mistrzostwo Holandii (1958).
W swoim pierwszym oficjalnym meczu Utrecht 1:4 przegrał z Feyenoordem Rotterdam, mimo, iż to on jako pierwszy objął prowadzenie. Drużyna w Eredivisie występuje nieprzerwanie właściwie od samych początków swojego istnienia i nigdy nie zajęła miejsca niższego niż 15. Pierwsze większe sukcesy udało się odnieść jednak dopiero na początku lat 80., kiedy to dwukrotnie Utrecht stawał w lidze na najniższym stopniu podium. Wtedy też rozpoczął swoją europejską krucjatę. W 1980 roku drużyna zadebiutowała w międzynarodowych rozgrywkach pokonując Arges Pitesti. Na europejskiej arenie nigdy nie osiągnął jednak większych sukcesów, odpadając z zawodów zazwyczaj już w drugiej rundzie. Raz na drodze Holendrów w Pucharze UEFA stanęła warszawska Legia. Zawodnicy z Beneluxu przegrali wtedy 1:4 w Warszawie i 1:3 na własnym obiekcie. Z meczu rewanżowego najlepiej pamiętamy chyba jednak nie sportową rywalizację, ale burdy, jakie na stadionie wszczęli pseudo-kibice obu ekip.
Obecnie FC Utrecht to jedna z największych rewelacji trwającego sezonu w holenderskiej Eredivisie. Wprawdzie już w poprzednich latach drużyna pokazywała nieprzeciętny potencjał zajmując miejsca w górnej części tabeli, jednak teraz ekipa świetnie ułożona przez Foeke Boy'a, na przekór różnej maści trudnościom, mocno trzyma się w samym czubie ligowej układanki i nie można wykluczyć, że uda jej się nawet załapać do eliminacji Ligi Mistrzów, zwłaszcza, że w ostatnich tygodniach prezentuje się zdecydowanie lepiej od innego z pretendentów do zajęcia miejsca na ligowym podium - AZ Alkmaar.
Czerwono-białym udało się nawet całkiem niedawno wygrać z tym rywalem w meczu bezpośrednim, w dodatku na wyjeździe. Do przerwy goście prowadzili aż 3:0, ale w drugiej połowie AZ zdołało zmniejszyć rozmiary porażki. Co ciekawe, dwie bramki w tamtym meczu strzelili byli zawodnicy... właśnie ekipy z Alkmaar. Jednym z nich okazał się Adil Ramzi - aktualnie chyba największa siła napędowa Utrechtu. Zawodnik na Nieuw Galdenwaard trafił, jak już wspominaliśmy, z AZ, a miało to miejsce latem ubiegłego roku. Od tamtej pory w barwach czerwono-białych Marokańczyk zagrał w 8 meczach i strzelił 6 goli! (stan na 11.03.2006). Wcześniej reprezentował barwy między innymi PSV Eindhoven i Udinese Calcio, jednak na dobrą sprawę dopiero teraz, w wieku 28 lat, zaczął potwierdzać swój nieprzeciętny potencjał.
Szalenie ważnym ogniwem w układance trenera jest też bez wątpienia Dave van der Bergh. Holender karierę zaczynał w Ajaxie, skąd trafił do Rayo Vallecano. W Hiszpanii jednak nie zachwycił i postanowił wrócić do ojczyzny. Miało to miejsce w sezonie 2000-01 i od tamtej pory doświadczony pomocnik gra pierwsze skrzypce w ekipie czerwono-białych. Jego dobra postawa zaowocowała nawet, ze względu na wiek wzbudzającym w Holandii spore kontrowersje, powołaniem do drużyny narodowej. Niestety, po zakończeniu bieżącego sezonu van der Bergh prawdopodobnie opuści Utrecht i zdecyduje się kontynuować karierę za oceanem. Główny wpływ na tę decyzję miała jego żona, Amerykanka, której bardzo zależy na powrocie do ojczyzny.
Innym graczem, na którego już teraz warto zwrócić uwagę, jest niewątpliwie Robin Neilisse (we wspomnianym wcześniej spotkaniu z AZ zdobył dla Utrechtu drugą bramkę, strzałem z rzutu karnego pokonując swojego byłego klubowego kolegę - Henka Timmera). Doświadczony pomocnik w Alkmaar spędził aż pięć sezonów i w każdym rozegrał ponad 30 ligowych spotkań! Strzelił też 47 goli. Jak na razie do FC jest on jednak tylko wypożyczony. Mimo to, jak sam jednak mówi, w tej chwili skupia się przede wszystkim na grze i nie interesuje się prasowymi spekulacjami dotyczącymi swojej przyszłości, a pieniądze w tym wypadku mają dla niego znaczenie marginalne. "Wiem, czym jest gra w pucharach i mam nadzieję, że będę w stanie pomóc Utrechtowi w walce o rozpoczęcie europejskiej przygody" - mówi.
Obok trzech wymienionych zawodników, duże możliwości ma wychowanek FC, 21-letni Nassir Maachi. Jego rówieśnicy - Rick Kruys i Dwight Tiendalli, już teraz stanowią o sile pierwszej drużyny. Za wiekowego uznać nie można też innego wychowanka, Edsona Braafheida (23 lata, interesuje się nim już między innymi Feyenoord). Młodych wspierają doświadczeni stranieri - Tom Caluwe i Hans Somers. Mocnym punktem ekipy niewątpliwie jest też kolejny zawodnik, który piłkarską przygodę zaczynał na Nieuw Galdenwaard - bramkarz Joost Terol. Zdolny golkiper na początku sezonu musiał wprawdzie zadowalać się miejscem na ławce rezerwowych, ale z pierwszego składu dość szybko wygryzł Franka Grandela, któremu wyjątkowo często zdarzały się kompromitujące pomyłki. Później czarnoskóry Franzuz wrócił jeszcze na chwilę do pierwszej jedenastki, ale było to spowodowane kontuzją, jakiej doznał jego rywal, i po kilku tygodniach wszystko wróciło do normy.
Pisząc o holenderskiej ekipie nie można zapomnieć o osobie samego szkoleniowca. W czasie swojej piłkarskiej kariery Boy reprezentował barwy aż ośmiu zespołów - pięciu holenderskich i trzech belgijskich. Największe sukcesy święcił w barwach FC Brugge, z którym zdobył mistrzostwo i puchar kraju. W 1994 roku trafił do Utrechtu. Groźna kontuzja kolana uniemożliwiła mu jednak grę na najwyższym poziomie i nic dziwnego, że, podobnie jak wielu kolegów po fachu, postanowił zająć się trenerką. Swoją przygodę w nowej roli zaczął od drużyn juniorskich Utrechtu. Stopniowo piął się jednak w górę klubowej hierarchii, aż wreszcie, na początku 2004 roku, zaczął prowadzić drużynę seniorów. Już w pierwszym sezonie jego zawodnicy zdobyli Amstel Cup, w finale aż 4:1 wygrywając z Feyenoordem Rotterdam. Podopieczni Foeke Boy'a zwyciężyli ponadto w meczu o holenderski Superpuchar Holandii w pokonanym polu pozostawiając sam amsterdamski Ajax.
Początek bieżącego sezonu nie był dla Utrechtu zbyt udany, a po pierwszych kolejkach zajmował on nawet 16. lokatę. Późniejsze tygodnie pokazały jednak, że czerwono-białych stać na bardzo dużo. Wtedy jeszcze ich niemałe aspiracje nie były mimo wszystko traktowane zbyt poważnie, bo już wiele razy zdarzało się, że ekipa świetnie radząca sobie w pierwszej połowie sezonu, potem obniżała loty i rozgrywki kończyła zajmując miejsce w dolnych rejonach tabeli.
I rzeczywiście, w pewnym momencie czerwono-biali spuścili z tonu. Ich znakomitą serię zakończył wygrany 1:0 mecz z amsterdamskim Ajaxem. Kilkadziesiąt godzin po tym triumfie miały miejsce tragiczne wydarzenia, które zakończyły się śmiercią podpory formacji defensywnej FC - Davida di Tomasso. Było to nie tylko osłabienie czysto sportowe. Rozbiło to drużynę psychicznie i Utrecht długo nie mógł się pozbierać. Jednak w końcu drużyna stanęła na nogi i rozpoczęła odrabianie strat. A jako, że ligowy rywale równą formą w tym sezonie nie grzeszą, nie trwało to zbyt długo. Piłkarze z Nieuw Galdenwaard szybko wrócili do grona drużyn walczących o 4. miejsce, gwarantujące grę w barażach o udział w eliminacjach Champions League, i tej chwili wydają się być, obok Ajaxu, głównym faworytem do finalnego zajęcia tej lokaty.