Pierwszy łyk wiosny
Rusza Orange Ekstraklasa
Miało być pięknie, ciepło i zielono. Nasze boiska miały wypełnić się po brzegi kibicami, których miały ogarnąć niesamowite emocje. Tymczasem jest zimno, boiska są zamarznięte. Jednak emocji trochę było. W gruncie rzeczy z każdym początkiem rundy fascynuje mnie jedno zjawisko. Wszyscy na tą naszą ligę narzekają, że: słaba, bez błysku, najlepsi ciągle wyjeżdżają, sędziowie sprzedają. Jednak gdy już nadchodzi "ten czas" wszyscy na nią czekają jak dzieci na Boże Narodzenie.
Miała być wielka Legia...
Właśnie miała być i co? Jeśli Legia wykorzystałaby okazje z pierwszego kwadransa mielibyśmy do czynienia z wynikiem "hokejowym". Mało tego, GKS BOT Bełchatów przez pierwszą połowę nie oddali strzału na bramkę, a w całym meczu trzy z czego jeden celny. Nieprawdopodobne jak się młody Fabiański napracował. Tak się zastanawiałem czy w piątkowy wieczór oglądałem ten sam mecz co pan trener Orest Lenczyk. W wypowiedzi pana trenera usłyszałem, że "wielu zawodników może wracać do domu z podniesioną głową." Moim zdaniem był tylko jeden Piotr Lech, a reszta no cóż... wracać do domu z podniesioną głową mogą, jeśli zrobili dobre zakupy w Warszawie. Żony na pewno się ucieszą. Tak naprawdę z bełchatowską drużyną wygrali dwaj Brazylijczycy i reprezentant Burkina Faso. Gdyby nie to zajście trenera Wdowczyka z bramkarzem Bełchatowa to wszystko byłoby ok. Trudno, stało się, co robić? Gorące słowiańskie głowy.
Pierwszy finał wygrany...
Trener krakowskiej Wisły Dan Petrescu zapowiedział, że każdy mecz będzie dla jego drużyny jak finał. W pierwszej połowie Wisła zagrała zdecydowanie presingiem na połowie drużyny przeciwnej. Z mnóstwa stworzonych sobie sytuacji nie padła jednak bramka. Dopiero gdy Marek Zieńczuk nie wykorzystał karnego dobitką złudzeń nie pozostawił Paweł Kryszałowicz. W późniejszym okresie meczu Wisła miały okresy przestoju, właśnie w te chwile słabości Groclin próbował zagrozić bramce Radosława Majdana. Nie wiadomo jednak czy to nonszalancja czy brak świeżości spowodowane ciężkim zgrupowaniem nowego trenera. Widać jednak pierwsze efekty pracy "nowej miotły która inaczej wymiata". W kadrze nie znalazło się miejsce dla Kuźby. Skrajni pomocnicy inaczej wykonują ostatnie fazy akcji. Nie udało się jednak wpłynąć na Radosław Majdana, gdyż to właśnie po jego błędzie padła kontaktowa bramka dla grodziszczan, którą strzelił debiutant Tomasz Zahorski. Najbardziej rażąca była postawa sędziego, który w niektórych momentach nie potrafił zapanować nad chamskimi faulami zawodników, a kartki rozdawał nie w tych momentach co powinien, po swoich "aptekarskich decyzjach". Trener Petrescu poznawał swoich zawodników, drużyny Orange Ekstraklasy, teraz poznał sędziów.
Oni chcą zostać...
Na stadionie we Wronkach Amicą wygrała z Odrą 4:0. Zespół praktycznie bez wzmocnień (no bo po co?) pokonał Odrę, która podczas okienka transferowego jak zwykle pozbyła się kluczowych piłkarzy ściągając zastępców. Na następców wybrano zawodników z przeszłością warszawską. Dudek, Zjawinski, Korzym, Smoliński, Kowalski. Niektórzy martwili się o motywację zawodników z Wronek. Chcąc nie chcąc już wiadomo że wroniecki klub będzie grał w przyszłym sezonie w III lidze. Zawodnikom jednak motywacji nie brakuje. Zamarzyła im się gra w nowym Lechu, który powstanie po fuzji z Amicą. Pod wodza Chrobaka, Michniewicza a może Kasperczaka?
Będą się przepraszać?
Jest w Polsce taki klub, gdzie jest pewien prezes. W klubie tym panuje zasada, że wszystko jest płynne i łatwo się zmienia. Prezes wycofuje się z klubu, po czym wycofuje. Podpisuje się kontrakty z trenerem na 10 lat. Potem trener podaje się do dymisji, bo nie dostał kartki z życzeniami. Prezes ją przyjmuje. Na stanowisku trenera zatrudnia dotychczasowego menadżera (czy też dyrektora sportowego). Efekt: porażka w pierwszym meczu 1:2. Mówię tu oczywiście o Cracovii. Zestawienie obrony przez Albina Mikulskiego nie sprawdziłaby się pewnie w lidze parafialnej diecezji toruńskiej, nie mówiąc już o Orange Ekstraklasie. Piłkarze zatęsknili za trenerem Stawowym i to widać!!! Odnoszę wrażenie, że wkrótce pan prezes Filipiak, będzie się przepraszał z byłym pracownikiem i teraz już codziennie wysyłał kartki z życzeniami.
Ta niedziela...
Po emocjach ze stadionów nastąpiły inne. Nie było już potu, łez, przekleństw oraz brudnych koszulek. Były za to elegancie garnitury, nagrody, żarty i przemówienia. Był zahukany i skromny do granic Piechna, rozgadany do granic zdrowego rozsądku Tuzimek, filozofujący Sobolewski. Piłkarskie Oscary 2006. Tak sobie myślę, że to świetne podsumowanie roku, jak również zapowiedz tego co będzie. Jednak jak będzie nikt nie wie w 100%. Nawet ja nie wiem, a chciałbym, w końcu typy same u bukmachera nie wygrają ;-). Jednak wiem, że już nic mi więcej nie trzeba. No bo po co mi mecze Celtic - Rangers, derby Madrytu czy Liverpool - MU? Jest już polska ekstraklasa. Nic więcej mi nie trzeba, a już za tydzień kolejny łyk wiosny...