37
    online    kont@kt
<-- spis treści -->

 Liga polska
Pogoń - Legia
Relacja z "Meczu Przyjaźni"

Wspaniale wypadła inauguracja rundy wiosennej w Szczecinie, w meczu przyjaźni przy najsilniejszym w Polsce sztucznym oświetleniu Pogoń zremisowała z Legią 2:2.

8 marca 2002, Pogoń Szczecin : Legia Warszawa 2:2 (1:0)

Wyjazd na te spotkanie zaplanowałem już w połowie listopada ubiegłego roku, gdy PZPN ogłosił kalendarz rozgrywek rundy wiosennej. PZPN spisał się na medal wyznaczając zespół Legii Warszawa na pierwszą drużynę, która przyjedzie na stadion przy ulicy Twardowskiego. A gdy dowiedziałem się, że mecz odbędzie się przy sztucznym oświetleniu to rozpisałem sobie plan wyjazdu na ów mecz. Rozważając przypuszczalny wynik meczu, po porównaniu składów, sytuacji finansowej, celów obydwu klubów, wynik wydawał się z góry przesądzony - zwycięstwo Legii.


A więc nadszedł 8 marca - dzień kobiet, zaraz po szkole udaję się na stację PKP, gdzie już czeka na mnie kilku kolegów w tych samych granatowo-bordowych barwach. Następnie jedziemy 2 godziny pociągiem zanim docieramy do Szczecina. Gdy już jesteśmy w Portowym mieście przesiadamy się do tramwaju, który znacznie skraca czas miejskiej wędrówki. Wysiadamy i ruszamy Jagiellońską w stronę stadionu, gdy przechodzimy na jej największym wzniesieniu oczom naszym ukazują się jeszcze nie zaświecone jupitery. Dochodzimy do kas na godzinę i 15 minut przed meczem, w kolejce stoimy 10 minut co wydaje się trochę długim oczekiwaniem. Jak się później dowiedziałem dyrektor Andrzej Sondej nie wydał nakazu otworzenia większości kas, do tego jeszcze zamknięte było główne wejście na stadion (od strony ul. Twardowskiego). Co kierowało taką decyzją dyrektora - oszczędność, czy idiotyzm? Gdy stoimy przed kasą rozbłysły jupitery. A więc kupujemy ulgowe bilety (kosztują 16 zł, a normalne - 26 zł), warto wspomnieć, że dzięki zgodzie między kibicami Pogoni i Legii, kibice z Warszawy mają na mecze w Szczecinie bezpłatne wejście, natomiast kibice ze Szczecina za darmo wchodzą na mecze w Warszawie - to się nazywa prawdziwa przyjaźń. Dochodzimy do wejścia, gdzie nie ma już kolejek, nas i plecaki sprawdzają ochroniarze, a że mamy plastykową butelkę napoju to napój wypijamy, a butelkę wyrzucamy. Po drodze nabywamy stadionową gazetkę "Pogoń Szczecin Fans" za 2 zł. Dochodzimy do trybun, dość już zapełnionych i jako, że nasze "stałe" miejsca są już zajęte to siadamy w sektorze numer 7.


Siadamy i zaczynamy czytać gazetkę. Jednak chwilę później odzywają się głosy kibiców Legii, którzy zgromadzili się głównie w sektorze nr 9. Wspólnie z nimi pozdrawiamy kolegów z Trójmiasta: "Arka Gdynia, k**** świnia" i "Lechia Gdańsk k**** szajs". Po chwili rozpoczynamy rozmowę o przyszłym inwestorze Pogoni, szwedzkiej firmie Svenska Group, której prezes Les Gondor, wraz z prezesem Pogoni Sabrim Bekdasem mieli zasiąść na trybunach. Nie udało mi się ustalić, czy ci panowie byli obecni, ale spiker nic o nich nie wspomniał (być może na prośbę Bekdasa, który zostałby siarczyście wygwizdany). Naszą rozmowę przerywa wejście na płytę boiska bramkarzy Pogoni: Sławomira Olszewskiego i Siergieja Szypowskiego, którzy dostali gromkie brawa. Za chwilkę wchodzi drużyna Legii Warszawa, a za nią team Pogoni. Oba zespoły rozpoczynają rozgrzewkę, którą wcześniej kończą Legioniści. Następuje przedstawienie przez spikera składów drużyn i konkurs w którym działacze szczecińscy i warszawscy mierzyli się siłą strzału (piłki do bramki) - mocniej kopali działacze Pogoni. W Szczecinie od 3,5 roku nie był rozgrywany mecz przy sztucznym oświetleniu, a światła o mocy 2300 luxów wyglądały przepięknie, warto dodać, że są to najsilniejsze światła w Polsce i ponoć 3 w Europie, a więc nie takie straszne te polskie stadiony. Na 10 minut przed meczem wszyscy kibice dostają po jednej serpentynie. Szczecińscy kibice ustawiają się przy skrajnych liniach boiska, a na środku stoi maskotka szczecińskiej Pogoni - Gryfus w koszulce "Pogoń Walcząca".


Dochodzi 19:00 - godzina meczu, w tunelu stawiają się piłkarze obu drużyn, czekają tylko na znak sędziego Antoniego Fijarczyka, który wprowadza 22 zawodników na boisko - w tym momencie zostają rzucone serpentyny, a za nimi kibice stojący przy skrajnych liniach boiska zapalają świece dymne, odpalone zostają race - piękny widok, który ciężko opisać. Rząd czerwonych rac ustawionych wzdłuż bocznych linii boiska, unoszące się nad boiskiem dymy, spośród których widać czerwone światełka, kilka tańczących granatowo-bordowych flag pod naszym młynkiem, wszystko to dodatkowo oświetlone mocnym światłem płynącym z jupiterów, a do tego śpiew 10 tysięcy gardeł wołających zgodnym głosem: "Pogoń !!!" - daje to cudowny niezapomniany efekt. Gdy dymy rozpływają się, obie "11" zajmują pozycję na boisku, piłkarze Legii w 1 połowie będą atakować bramkę za którą jest trybuna. Przed rozpoczęciem meczu minutą ciszy zostaje uczczona pamięć juniora Pogoni - Łukasza Orczykowskiego, który zmarł nagle podczas styczniowego obozu przedsezonowego.

Wyjściowe składy:

Pogoń: Olszewski - Pokładowski, Dźwigała, Skrzypek - Dubiela, Biliński, Drumlak, Walburg, Piotrowski - Kaczorowski, Dymkowski

Legia: Stanew - Omeljańczuk, Zieliński, Jóźwiak - Kiełbowicz, Magiera, Vuković, Murawski, Sokołowski - Kucharski, Svitlica

Tak więc rozpoczął się długo oczekiwany mecz. Oba zespoły zaczęły ostrożnie, przez 20 minut przewagę posiadali Portowcy, a pierwszy celny, choć niegroźny, strzał z rzutu wolnego oddał Piotr Dubiela. Na początku meczu pięknymi zwodami uraczyli nas Maciej Kaczorowski i szarżujący przy prawej stronie boiska Rafał Piotrowski, szczególnie dwa dryblingi tego drugiego wprawiły mnie w osłupienie, oto co pomyślałem - dzisiaj wszystko jest możliwe. Oczywiście z trybun rozlegały się śpiewy, na początku meczu: "Pogoń wita Legię" i "Legia Pogoń, Legia Pogoń, Legia Pogoń", a później każdy młynek starał się bardziej dopingować swoją drużynę, można byłe usłyszeć m. in.: "Pogoń, Pogoń", "Pogoń Szczecin", "Tylko zwycięstwo, Portowcy tylko zwycięstwo", "Czy wygrywasz, czy nie Ja i tak kocham Cię, Bo najlepsza w Polsce jest Pogoń Szczecin MKS", "My fani Pogoni, Niebiesko - czerwoni, Za Pogoń, za MKS, Pójdziemy aż po życia kres", "Od Szczecina do Opola, płynie piosnka ta wesoła. Czy staruszek, czy małolat, każdy śpiewa Pogoń gola, Pogoń gola, Pogoń gola, heeja heeja Pogoń gola" - były to najczęściej śpiewane stadionowe przyśpiewki. Warszawski młynek bardzo dobrze się prezentował, jednak ze względu na liczbę kibiców był "nieco" mniej słyszany niż nasz. W 8 minucie Tomasz Kiełbowicz niecelnie uderzył z rzutu wolnego. W 9 minucie obejrzeliśmy jak się okazało jedyną żółtą kartkę w tym meczu, dostał ją Jacek Zieliński za faul na rozpędzonym Kaczorowskim.


W 10 minucie natomiast poszła kontra Legionistów, jednak Sokołowski strzelił niecelnie. Po 20 minutach gra wyrównała się, a w minutach 23-25 piłkarze Legii wykonują aż trzy rzuty rożne pod rząd (jednak zamiast tego ostatniego powinna być piątka dla szczecinian), za każdym razem po rogach robiło się małe zamieszanie, lecz strzały Legii, były skutecznie blokowane. W 30 minucie zaatakowali Portowcy, Radosław Biliński zagrał do Kaczorowskiego, ten stracił piłkę, jednak dzięki szczególnym zaangażowaniu przejął wybitą piłkę, chwilę poczekał i zagrał dokładną piłkę na pole karne w którym czaił się Robert Dymkowski. Ten dostawił nogę i GOOOL, stadion ryknął "JEST", wszyscy wstali z miejsc i jednym chórem skandowali: "Robert Dymkowski, najlepszy napastnik Polski", radość ta trwała dobre 4 minuty, ponieważ wychodzący do tego dośrodkowania bramkarz Legii Radostin Stanew spóźnił się z interwencją i przyrżnął głową w lewe kolano Dymkowskiego. Po strzelonym golu Dymek biegł utykając, lecz nic mu się nie stało, natomiast Stanew z podejrzeniem wstrząsu mózgu został zniesiony z boiska. Zastąpił go debiutujący w Ekstraklasie Artur Boruc. Niespotykaną radość po tym golu pokazał trener Dumy Pomorza - Mariusz Kuras, który wbiegł na murawę i przejechał się po niej na kolanach z rękami uniesionymi do góry. Wiele razy obserwowałem tak radujących się piłkarzy po zdobyciu bramki, ale dziś zobaczyłem pierwszy raz jak taką radość ukazuje trener. Legia próbuje zagrozić bramce Olszewskiego dwoma niecelnymi strzałami Jacka Magiery, a tuż przed przerwą celnie z wolnego przymierzył Dubiela, lecz nie zaskoczył Boruca. Sędzia doliczył 4 do regulaminowych 45 minut, lecz podczas nich nie było żadnych strzałów. Sędzia odgwizdał koniec pierwszej części spotkania.


15 minut przerwy poświęciliśmy rozmowom i posileniem się kanapkami. Rozmawialiśmy o pierwszej połowie meczu i o szansach Portowców na dowiezienie tego wyniku do końca meczu. Podjęliśmy również temat ewentualnej zmiany trenera w szczecińskim zespole. Wiadomo, że Svenska Group zainteresowana jest inwestowaniem w Pogoń, a wydało się, że podjęła ona rozmowy z Albinem Mikulskim. Albin Mikulski prowadził już zespół Pogoni, nie mając wtedy klasowych zawodników jego zespół grał dobrze. Z kolei Mario zapowiedział, że nie interesuje go posada asystenta trenera. Obaj panowie są ulubieńcami szczecińskiej publiczności i warto byłoby poszukać rozwiązania aby obaj razem pracowali w Szczecinie. Przed meczem siłę strzału mierzyli działacze z Szczecina i Warszawy, po tym w trybuny wykopano 6 piłek.
Szczęśliwcy, którzy je złapali podczas przerwy mieli okazję sprawdzić siłę swojego strzału. Czynili to w 2 próbach, a uznawano silniejszy strzał. Tak więc najsłabszy strzał był w granicach 60 km/h (kilometrów na godzinę), a najszybciej posłał piłkę kibic z szybkością 101 km/h, podobno rekord Polski w sile strzału piłki należy do Zbigniewa Bońka, który kopnął piłkę z szybkością 111 km/h. Podczas przerwy cały stadion odśpiewał "100 lat!!!" dla obchodzącego 60 urodziny byłego piłkarza Pogoni.


W końcu obie jedenastki wyszły razem na boisko, a pod naszym młynkiem znów urządzono pokaz fajerwerków, tym razem zapalono pięć "fontann" lub "wulkanów". Po przerwie w szatni został tylko Marek Jóźwiak, którego zastąpił Adam Majewski, i jak się okazało była to udana zmiana. Zespoły zamieniły się stronami i teraz Portowcy atakowali bramkę za którą jest zakole trybun, a jak wiadomo jest to bramka do której częściej trafiają szczecinianie. Początek 2 połowy należał do piłkarzy Dumy Pomorza, ale nie stworzyli oni sytuacji strzeleckich. Później gra toczyła się pod dyktando warszawian, którzy grali atakiem pozycyjnym, pragnąc wywieźć ze Szczecina ważne trzy punkty, Portowcy grali wyprowadzając kontrataki. Pierwszy strzał w drugiej połowie oddał Sokołowski trafiając w "kosmos". Chwilę później Pogoń odpowiedziała akcją Pawła Drumlaka, który poszedł z piłką w skos boiska zostawiając z tyłu kolejnych graczy Legii, jednak będąc sam na sam z Borucem piłka mu podskoczyła, lecz mimo tego tylko minimalnie przestrzelił. Po akcji Legionistów poszła kolejna szybka, składna kontra piłkarzy Dumy Pomorza, lecz Radosław Biliński nie zdołał przelobować bramkarza. W 59 minucie na boisku pojawił się Sylwester Czereszewski zmieniając słabo grającego Stanko Svitlicę. Mniej więcej w tym czasie młynek warszawski pozdrowił kolegów z Łodzi, w czym ich wspomogliśmy: "Widzew, Widzew, łódzki Widzew, jak ja tej k**** nienawidzę", jak się okazało był specjalny powód tych pozdrowień, otóż kibice Legii jadący do Szczecina pociągiem w Kutnie zostali zaatakowani przez grupę łódzkich pseudokibiców, którzy zdemolowali wagon. W 65 minucie tuż przed linią pola karnego Szczecinian Kucharskiego fauluje były Legionista - Paweł Skrzypek, który rozegrał pierwszy cały mecz po kontuzji i 7 miesiącach kuracji. Wolnego wykonywał Kiełbowicz, uderzył bardzo mocno, a piłka chukneła w poprzeczkę po czym szybko została wybita przez Drumlaka, który dziś rozegrał mecz numer 100 w Ekstraklasie. W 70 minucie na strzał z linii pola karnego zdecydował się Majewski, Olszewski obronił, ale piłka nie wyszła na róg czego spodziewali się wszyscy, do piłki dopadł Kucharski i podał ją nad wstającym Olszewskim wzdłuż końcowej linii boiska, a Czereszewski tylko dostawił nogę doprowadzając do remisu. Rozległo się z warszawskiego młynka gromkie: "Legia Warszawa", a po chwili z naszego: "Nic się nie stało, Portowcy nic się nie stało". Legia dalej cisnęła, a wyśmienitej sytuacji nie wykorzystał Magiera, który dostając crossowe podanie, będąc sam na sam z Olszewskim potwornie przestrzelił. Chwilę później popis technicznych możliwości przedstawił Drumlak, pięknie mijając 2 zawodników Legii, lecz nie miał komu zagrać i z akcji nic nie wynikło. W 79 minucie rzut rożny wykonują piłkarze Legii, dośrodkowanie, lot piłki przedłuża Maciej Murawski, na klatę przyjmuje nieupilnowany Kucharski i z woleja posyła ją w długi róg, Olszewski nie miał szans, a kibice Legii skandują: "Mamy lidera, w Warszawie mamy lidera". Wtedy sobie przypomniałem jak to równo rok temu po raz ostatni sam śpiewałem tą przyśpiewkę... W 80 minucie ostatni groźny strzał Legii w tym spotkaniu, była to niecelna główka Czereszewskiego. Od tego momentu inicjatywę przejęła Pogoń, choć widać było, że to Warszawiacy są lepiej przygotowani wytrzymałościowo, ale za to szczecinianie byli szybsi i wygrywali pojedynki biegowe. W 85 minucie Dubiela bardzo długim podaniem ze swojej połowy obsłużył Dymkowskiego, który strzelił tuż przy słupku. W 87 minucie za Dymkowskiego na boisku pojawił się szybki Jacek Kosmalski, po czym obejrzeliśmy róg dla Portowców z którego jednak strzał został zablokowany. Sędzia techniczny pokazuje, że dolicza 2 minuty dodatkowego czasu gry.


W 91 minucie Marek Walburg podaje do Drumlaka, ten zostaje ostro potraktowany przez Magierę, który powinien dostać za to zagranie żółtą kartkę, tym bardziej, że był to jego 7 faul w tym meczu. Cały stadion skanduje: "Darek Dźwigała", lecz tu potrzeba bardziej lewej nogi, na zegarze mija 92 minuta. Piłkę ustawił Dźwigała, odszedł 5 metrów za nią przygotowując się do strzału, sędzia poprawia mur, gwizdek, rusza Biliński, przebiega nad piłką, dalej rusza Dubiela, strzela i ... GOOOL!!! Cudowne uderzenie, stadion szaleje, a autor gola pokazuje sprint jakich mało na polskich stadionach, podbiega do przeciwległego boku boiska, ściąga koszulkę, rzuca się murawę, a na niego prawie cały (bez Olszewskiego) zespół Dumy Pomorza, cały stadion tańczy z radości skandując: "Pogoń, Pogoń, Pogoń" Coś niebywałego, zawodnik, który w 5 ligowym występie w barwach Pogoni zdobywa swoją pierwszą bramkę dla szczecinian. Piłkarze ustawiają się, sędzia rozpoczyna grę, żeby po 2 sekundach odgwizdać koniec meczu. Wielka euforia trwa nadal, wszystkie ręce w górze klaszczące w spójny rytm, piłkarze Pogoni ściągają koszulki, żeby ukazać podkoszulki "Pogoń Walcząca", podchodzą przed nasz młynek, stają w rzędzie obok siebie i trzymając się za ręce unoszą je do góry i na dół, oczywiście my czynimy tak samo, śpiewając: "Dziękujemy". Kilku piłkarzy Legii podchodzi pod warszawski sektor dziękując swoim kibicom, a za chwilę i nam za doping. Na stadionie zostajemy jeszcze 10 minut. Po zakończeniu meczu cały czas śpiewając i klaszcząc radujemy się z pięknej bramki Piotra Dubieli i zdobytego punktu. Radość tym większa, że punkt ten został urwany kandydatowi do Mistrzostwa Polski, a jak wiadomo pomiędzy kibicami Legii i Pogoni jest zgoda, ale nie ma jej na boisku na którym najczęściej wygrywali Legioniści, w tym sezonie w Grupie B dwa razy nas pokonali, i to dwa razy po 3:0. Spotkanie to było przełomowe dla piłkarzy Pogoni, którzy po 5 kolejnych meczach strzelili w końcu bramkę, jednak jest to kolejny, szósty już mecz bez zwycięstwa Portowców, jednak za tydzień do Szczecina przyjedzie kolejny kandydat do Mistrzostwa - Polonia Warszawa (Portowcy wygrali 2:0 - przyp. autora).


Wspomniałem o podkoszulkach jakie mieli założone wszyscy piłkarze Pogoni - "Pogoń Walcząca", jest to akcja zorganizowana przez kibiców i ma na celu pokazanie, że mimo braku finansów można skutecznie walczyć. Akcja zaczęła się od Mszy Św. w kościele za Pogoń, po której sprzedawane były koszulki "Pogoń Walcząca", które rozeszły się jak świeże bułeczki, a dochód z ich sprzedaży został przekazany dla trenera Portowców na bieżące potrzeby zespołu. Jako, że akcja została dobrze przyjęta to dalej kontynuowana jest sprzedaż koszulek i naklejek. 10 minut po meczu, gdy z murawy znikneli wszyscy piłkarze i my opuszczamy stadion, idąc znów ulicą Jagiellońską, idąc ciągle śpiewamy, choć moje gardło wysiadło już i teraz tylko skrzypi. Gdy nasze śpiewy ustają rozpoczyna się kolejna dyskusja dotycząca meczu. Wstępujemy na "jedno małe, bezalkoholowe" i o 22 dochodzimy na stację PKP, tu odłączam się od kumpli i przyłączam się do innej grupy, gdyż jadę odwiedzić rodzinę. O północy leżę już zmęczony w ciepłym łóżku, lecz ciągle nie mogę przestać rozmyślać o meczu i po raz n-ty przypominać sobie bramkę z rzutu wolnego Piotra Dubieli...

Tak więc wspaniale wypadła inauguracja rundy wiosennej w Szczecinie, gdzie w meczu przyjaźni Pogoń Szczecin zremisowała z Legią Warszawa 2:2 (1:0). Oto podsumowanie:

Składy:

Pogoń: Olszewski - Pokładowski, Dźwigała, Skrzypek - Dubiela, Biliński, Drumlak, Walburg, Piotrowski - Kaczorowski, Dymkowski (87 Kosmalski)

Legia: Stanew (32 Boruc) - Omeljańczuk, Zieliński, Jóźwiak (46 Majewski) - Kiełbowicz, Magiera, Vuković, Murawski, Sokołowski - Kucharski, Svitlica (59 Czereszewski)

Bramki:
1:0 Dymkowski 30'
1:1 Czereszewski 70'
1:2 Kucharski 79'
2:2 Dubiela 90'

Żółta kartka: Jacek Zieliński (Legia Warszawa)

Widzów: 10 tysięcy

Sędziował: Antoni Fijarczyk

W dziale "Liga" podaję tylko wyniki meczów, ze strzelcami bramek, ewentualnymi czerwonymi kartkami, liczbą widzów i opisującym kolejkę podsumowaniu, ponieważ uważam, że każdy, zanim wyjdzie nowy numer iGola, będzie znał wyniki i składy drużyn. Ale zachęcam do pisania relacji z meczów, 1 lub 2 - ligowych, dzięki takim relacjom można zachęcić kibiców do chodzenia na stadion, swoje teksty ślijcie pod adres [email protected] Z góry dziękuję za wszelkie nadesłane artykuły.


Zdjęcia pochodzą z serwisu www.pogon.v.pl

<-- poprzedni Copyrights © 2001-02 iGol. Wszelkie prawa zastrzeżone. następny -->