| online | kont@kt |
| <-- spis treści --> | |
|
Sprawa Markiewicza Jak ułoży się sytuacja piłkarza? Polski Związek Piłki Nożnej ponad dwa tygodnie temu wydał kolejną decyzję dotyczącą przejścia na początku tego sezonu Jacka Markiewicza z Jagiellonii do RKS Radomsko. W środę na konto białostockiego klubu powinno wpłynąć 117 tys. 500 zł Około siedem miesięcy wstecz podstawowy piłkarz białostockiego zespołu, który właśnie awansował do drugiej ligi, postanowił przenieść się do pierwszoligowca z Radomska. Szybko uzgodnił warunki trzyletniej umowy indywidualnej i zadomowił się w Radomsku. Kłopoty zaczęły się, kiedy do rozmów miały przystąpić kluby. Wizyta menedżera Andrzeja Włodarka w Białymstoku trwała zaledwie kilka minut. Kwota oferowana za piłkarza przez RKS odbiegała znacznie (czterokrotnie) od żądań Jagiellonii. RKS wystąpił do Polskiego Związku Piłki Nożnej z prośbą o arbitraż. Do października w ogóle nie zajęto się tą sprawą. Albo - jak tłumaczono "Gazecie" - nie było czasu (mecze eliminacyjne do mistrzostw świata), albo brakowało jakichś dokumentów. Cały ten czas Markiewicz był warunkowo uprawniony do gry w zespole z Radomska, chociaż na boisku występował bardzo sporadycznie. W końcu zdecydowano - Jagiellonia ma otrzymać za Jacka Markiewicza 470 tys. zł. Przewodniczący komisji arbitrażowej PZPN Bogdan Juras twierdził, że od decyzji nie ma odwołania. RKS jednak nie zamierzał płacić. - W dotychczasowych sprawach nie zdarzyło się jeszcze, by któryś klub nie zapłacił. Śląsk zapłacił za Nazaruka, Orlen za Jurkiewicza zapłaci także Radomsko za Markiewicza - upierał się Juras. Twierdził tak, mimo że w przepisach PZPN brakuje zapisu, który zabraniałby zespołowi odstąpienia od zakupu piłkarza już po decyzji arbitrażowej. RKS straszono, ponaglano i nic. W końcu Juras wystąpił do wydziału dyscypliny PZPN o nałożenie kary dyscyplinarnej na pierwszoligowca. Po upływie kolejnego miesiąca dostał odpowiedź. - Skoro klub nie zgadza się zapłacić kwoty ustalonej przez komisję arbitrażową, musi zapłacić za okres, w którym zawodnik przebywał w klubie - poinformował "Gazetę" Wiesław Maciak, przewodniczący wydziału dyscypliny PZPN. 9 stycznia do Jagiellonii wpłynął faks od komisji do spraw ustalania ekwiwalentu z informacją: "RKS Radomsko ma w terminie 14 dni zapłacić Jagiellonii 117 tys. 500 zł za okres warunkowego uprawnienia do gry w Radomsku od 17 lipca do 22 grudnia Jacka Markiewicza". W piśmie z PZPN można też znaleźć identyczny zapis, jak w przypadku pierwszej decyzji, mówiący, że kluby nie mogą już się odwoływać w tej sprawie. A w międzyczasie dyrektor Juras przekonywał nas, że wystąpił do prezydium PZPN z wnioskiem o usprawnienie przepisów. |
Mimo wszystko Jagiellonia i RKS odwołały się od kolejnej decyzji.
- Nie jest tak, że my nie chcemy Markiewicza w Jagiellonii - tłumaczył prezes Mirosław
Mojsiuszko. - Jednak pogodziliśmy się już dawno z jego odejściem i na rzecz spodziewanych
z tego tytułu pieniędzy ściągnęliśmy do siebie innych zawodników. Teraz mamy wobec nich
zobowiązania finansowe i oczekujemy zasądzonych 470 tys. zł.
Dowiedzieliśmy się jednak, że PZPN nie ma zamiaru zajmować się pismem z Jagiellonii. - To brak uregulowań prawnych w PZPN spowodował całe to zamieszanie i teraz panowie ze związku chcą jak najszybciej to zakończyć - twierdzi Mojsiuszko. W środę minął termin zapłaty Jagiellonii przez RKS za "wypożyczenie" Markiewicza. - Odwołaliśmy się od decyzji PZPN - powiedział "Gazecie" Tadeusz Dąbrowski, główny sponsor RKS-u Radomsko. - Nie negujemy już nawet kwoty, jaką mielibyśmy zapłacić, uznajemy wartość piłkarza. Nie zgadzamy się jednak z długością okresu warunkowego uprawnienia jego do gry w RKS. Zgodnie z przepisami nie może być on dłuższy niż sześć tygodni. Po upływie tego czasu Markiewicz nie grał już w naszym zespole. A to, że Polska grała z Norwegią, Białorusią czy to, że Jagiellonia nie mogła uzupełnić papierów, mnie nie interesuje. Markiewicz był uprawniony na sześć tygodni, a nie dłużej. W międzyczasie białostocki klub wysłał do Markiewicza pismo wzywające go do stawienia się na treningach. Piłkarz jednak nie zamierza tego robić. Trenuje indywidualnie. - Chcieli pieniądze, a nie mnie - powiedział "Gazecie" zawodnik, który od lipca praktycznie wcale nie grał. - Nie będę pchał się tam, gdzie mnie nie chcą. Runda wiosenna będzie krótka, a ja po jej zakończeniu będę już wolnym zawodnikiem [umowa z Jagiellonią obowiązuje go do czerwca - dop. red.]. - On chyba nie wie, co mówi - ripostuje wiceprezes Jagiellonii Henryk Pasierski. - Na razie jest naszym pracownikiem i powinien stawić się w klubie. Chcemy rozwiązać tę sprawę z korzyścią dla nas i zawodnika. Markiewicz powinien wiedzieć, że może zostać zawieszony przez PZPN. Z Jagiellonią nadal trenują: białoruski obrońca Yauhen Żuk z Żalgirysu Wilno (ma za sobą występy w Orlenie Płock) i napastnik Arkadiusz Żarczyński, ostatnio grający w Odrze Opole. - Żądania Żuka nie są wygórowane - powiedział "Gazecie" prezes Mojsiuszko. - Musimy jednak skonsultować z udziałowcami spółki [właścicielami Wersalu Podlaskiego - dop. red.], czy jesteśmy w stanie na nie przystać. Z kolei Żarczyński trenuje z zespołem, bo nic to nas nie kosztuje, a kto wie, może okaże się nam przydatny. Gazeta Wyborcza
|
| <-- poprzedni | Copyrights © 2001-02 iGol. Wszelkie prawa zastrzeżone. | następny --> |