Piotr Włodarczyk
były piłkarz m.in. Legii Warszawa
i Ruchu Chorzów, obecnie zawodnik AJ Auxerre, klubu, w którym,
podobnie jak większość polskich piłkarzy grających na obczyźnie,
występuje sporadycznie
Wałbrzyskie początki
Piotr Włodarczyk jeszcze do niedawna zaliczany był do grona
najbardziej obiecujących napastników polskiej ekstraklasy.
Urodził się 4 maja 1977 roku w Wałbrzychu, tutaj także stawiał
pierwsze piłkarskie kroki. Jest wychowankiem Zagłębia Wałbrzych.
W barwach KP Wałbrzych, które powstało w wyniku fuzji Zagłębia z
Górnikiem, jako gracz jeszcze III-ligowy, zadebiutował w
młodzieżowej (olimpijskiej) reprezentacji Polski dowodzonej
przez Pawła Janasa. Niedługo po tym wydarzeniu awansował z
wałbrzyskim klubem do II ligi. W tej klasie rozgrywkowej nie
zagrzał jednak długo miejsca. Po rundzie jesiennej jako
wyróżniający się zawodnik (zdobył 7 bramek, wiele wypracował)
kuszony ofertami pierwszoligowych klubów: Śląska Wrocław,
Widzewa Łódź i Legii Warszawa - wybrał propozycję stołecznej
drużyny.
Dwa razy w Legii, dwa razy w Ruchu
W naszpikowanej reprezentantami Polski Legii pełnił najczęściej
rolę rezerwowego. Po bardzo obiecującym początku sezonu
1997/1998 (w dwóch pierwszych meczach zdobył 2 gole) wydawało
się, że w stołecznym klubie zadomowi się na dłużej. Stało się
jednak inaczej - ponieważ nie miał szans na regularną grę, po
kilku kolejkach został wypożyczony do Ruchu Chorzów. W swym
czwartym występie dla nowego klubu "Włodar" zdobył gola, w
następnych spotkaniach dorzucił jeszcze 3 asysty i 3 kolejne
trafienia (w tym dwa w "prestiżowym" meczu przeciw Legii) i cały
sezon zakończył z przyzwoitym, choć nie rzucającym na kolana,
dorobkiem. Z wypożyczenia wracał do Legii z nienajwiększą
chęcią. Drugi pobyt w klubie z ul. Łazienkowskiej okazał się
totalną klapą - w ekstraklasie "Włodar" grywał
wyłącznie "ogony", całe mecze dane mu było rozgrywać tylko w IV-
ligowych rezerwach. Dlatego też swoistym wybawieniem był dla
Włodarczyka powrót w rundzie wiosennej do Ruchu Chorzów - tym
razem na zasadzie transferu definitywnego. W tym czasie "Włodar"
był jednym z bardziej wyróżniających się reprezentantów
młodzieżówki - miał wówczas na swym koncie najwięcej goli
spośród wszystkich kadrowiczów (7).
Włodarczyk ratownikiem
W pierwszych pięciu ligowych meczach w 1999 roku zagrał dla
Ruchu po 90 minut, mimo to ani razu nie udało mu się pokonać
bramkarza rywali. W dodatku jego nowy - stary klub zdobył tylko 1
punkt na 15 możliwych... Przełom nastąpił w kolejnej kolejce,
kiedy Ruch wygrał swój pierwszy mecz (z Lechem 2:1) przy
wydatnym udziale Włodarczyka, który zdobył jedną z bramek.
Wkrótce potem, w pojedynku "o sześć punktów" z zagrożonym tak
jak Ruch spadkiem do II ligi GKS Katowice, zapewnił "Niebieskim"
zwycięstwo (jako poszkodowany wykorzystał rzut karny). W
kolejnych sześciu meczach zdobył 4 bramki zaliczył 2 asysty - i
to chyba głównie jemu klub zawdzięcza pozostanie w lidze. Był w
wybornej formie, co potwierdził także na niwie
reprezentacyjnej. W spotkaniu z Bułgarią (eliminacje do
olimpiady w Sydney), jednym z najlepszych w swej karierze,
zdobył dwie przepiękne bramki. Uratował tym samym honor Polaków
(przegrywających do tej pory 0:2) i przedłużył nasze nadzieje w
walce o awans do turnieju olimpijskiego.
Udane występy i stracone nadzieje
Sezon 1999/2000 rozpoczął się dla Piotra Włodarczyka pomyślnie:
w pierwszych pięciu meczach zdobył 3 bramki. Cały czas był
jednak krytykowany, za słabą skuteczność. Z łatwością dochodził
do sytuacji strzeleckich, jednak albo brakowało mu szczęścia
(słupki, poprzeczki), albo zdecydowania pod bramką rywali...
Apogeum owej niemocy miało miejsce podczas meczu z Groclinem,
kiedy to "Włodar" nie potrafił zdobyć gola z rzutu karnego...
Mimo to Janusz Wójcik, ówczesny trener kadry narodowej, powołał
napastnika Ruchu Chorzów na mecz z Hiszpanią, w którym
Włodarczyk zadebiutował jako reprezentant - senior.
Bramki "Włodara" na boiskach ligowych w znacznym stopniu
przyczyniły się do tego, że "Niebiescy" zostali (nieoczekiwanie
zresztą) mistrzami jesieni. W tym samym czasie miały miejsce
ostatnie, mało udane, spotkania reprezentacji U-21 Pawła
Janasa. Po porażce z Turkami drużyna, której Piotr Włodarczyk
był jednym z filarów, definitywnie pożegnała się z marzeniami o
występie na igrzyskach w Sydney i została rozwiązana. Wiosną
2000 r. Ruch Chorzów nie był w stanie utrzymać prowadzenia z
rundy jesiennej (zajął ostatecznie trzecie miejsce). Piotrowi W.
wystarczyły bramki zdobyte w trzech meczach (hat-trick z Amicą
Wronki, 2 gole z Lechem Poznań i bramka z Pogonią Szczecin), by
z jedenastoma trafieniami na koncie stać się drugim co do
skuteczności zawodnikiem "Niebieskich" w sezonie 1999/2000.
Rekord i trudne początki
W przerwie letniej przed sezonem 2000/2001 coraz częściej mówiło
się o odejściu "Włodara" z Ruchu. Pierwotnie piłkarz miał się
przenieść do beniaminka Bundesligi - Energie Cottbus, ale
ostatecznie klub z Chociebuża nie zatrudnił Polaka. Tuż przed
pierwszą kolejką nowego sezonu sfinalizowany został jednak
transfer Włodarczyka do Śląska Wrocław. Nieoficjalnie mówiło się
o 1 milionie marek odstępnego, co było wówczas rekordową kwotą
jeśli chodzi o transfer w ramach polskiej ligi. Swą pierwszą
bramkę dla Śląska zdobył w 3. spotkaniu rundy jesiennej przeciw
Odrze Wodzisław. Występu tego jednak nie mógł zaliczyć do
udanych, zaprzepaścił w nim bowiem doskonałe sytuacje, co w
efekcie kosztowało klub z ul. Oporowskiej utratę dwóch punktów.
Owa indolencja strzelecka pogłębiała się wraz z coraz mniej
przychylnym traktowaniem Włodarczyka przez kibiców. Podczas
meczów fani Śląska, nie przebierając w słowach, dawali swojemu
nowemu zawodnikowi do zrozumienia, ze od piłkarza, który
kosztował tak wiele wymagają lepszej gry. Momentem zwrotnym była
dla Włodarczyka 13 kolejka - w meczu derbowym Dolnego Śląska
(Śląsk - Zagłębie Lubin) wypracował on rzut karny walnie
przyczyniając się do zwycięstwa nad wyżej notowanym rywalem. W
kolejnym spotkaniu pokonał bramkarza Groclinu co wystarczyło
Śląskowi tylko do remisu. Ostatnia kolejka rundy jesiennej była
popisem w wykonaniu P.W. W wyjazdowym meczu przeciw Widzewowi,
Śląsk, skazywany na porażkę, znokautował rywala 3:0, Piotr
Włodarczyk zaś strzelił dwie bramki, a trzecią wypracował. Kilka
dni później "Włodar" znów wpisał się na listę strzelców, tym
razem w przegranym spotkaniu pucharowym z Legią Warszawa (aż
2:6). W sumie więc w rundzie jesiennej strzelił w lidze 4
bramki, tyle samo zaliczył w pucharach. Równie przyzwoicie
wypadł w rundzie rewanżowej, w której zdobył kolejne cztery gole
i kilka razy asystował przy trafieniach kolegów.
Przeprowadzka do Francji
Śląsk Wrocław borykał się z ogromnymi problemami finansowymi -
zawrotne sumy wydane przed i w trakcie sezonu na zakup nowych
piłkarzy nie przyniosły oczekiwanego sukcesu: klub ze stolicy
Dolnego Śląska zajął zaledwie 11. miejsce. Nieuchronna stała się
wyprzedaż najlepszych zawodników; wydawało się, że jeszcze w
trakcie przerwy przed sezonem 2001/2002 do Francji odejdzie
właśnie Włodarczyk. Piłkarz ten ostatecznie jednak został,
zdążył rozegrać pięć spotkań, zdobyć dwa gole i... przestrzelić
karnego, by wkrótce potem przejść do AJ Auxerre. Niestety,
podobnie jak większości polskich piłkarzy, tak i "Włodarowi" na
obczyźnie nie wiedzie się najlepiej. Przegrywa walkę o grę w
podstawowym składzie, sporadycznie grywa w pierwszej lidze, a
bramki zdobywa jedynie w rezerwach. Jeszcze nie tak dawno trener
kadry narodowej, Jerzy Engel, deklarował, że da szansę
Włodarczykowi na występ w reprezentacji, jeżeli ten będzie
regularnie występował we francuskiej ekstraklasie. Na razie
wydaje się to mało prawdopodobne, ale kto wie... Może w
przyszłości gwiazda Piotra Włodarczyka zabłyśnie ponownie?
Piotrek Leśniewski
www.olisadebe.w.pl
|