|
Polska - Kamerun
W ostatnim w tym roku meczu międzypaństwowym reprezentacji Polski przyszło się zmierzyć
z drużyną Kamerunu. Kamerun, pierwszy z eliminacji finalista XVII MŚ miał być dla naszej
"jedenastki" trudnym rywalem. Jest to z pewnością jeden z najlepszych zespołów w Afryce,
trzykrotnie zdobywał mistrzostwo "Czarnego Lądu" (1984, 1988, 2000), a udział na MŚ 2002 w Korei i Japonii
będzie dla niego już piątym występem na tej najważniejszej piłkarskiej imprezie świata.
Kibice "Nieposkromionych Lwów", bo tak często określa się Kameruńczyków, najlepiej wspominają
mundial z 1990 roku, kiedy to ich ulubieńcy dotarli do najlepszej ósemki - jest to najlepszy wynik
drużyny z Afryki. Największym sukcesem kameruńskiego futbolu jest jednak mistrzostwo olimpijskie
zdobyte w 2000 roku w Sydney. W tym samym roku Patrick M'Boma został wybrany najlepszym piłkarzem
Afryki. Jednakże "Nieposkromione Lwy" posiadają również innych graczy, których nie trzeba przedstawiać: Samuel Eto'o, Geremi,
Rigobert Song czy Salomon Olembe to na pewno piłkarze, których chiałby mieć w swojej kadrze
niejeden trener na świecie.
Polska z Kamerunem grała do tej pory tylko jeden raz, spotkaliśmy się na mundialu w Hiszpanii, w 1982 roku.
Wtedy to, mecz biało-czerwonych, prowadzonych przez Antoniego Piechniczka, zakończył się bezbramkowym remisem.
Po 19 latach przyszło nam znowu zmierzyć się z Kamerunem, tym razem w meczu towarzyskim, który został rozegrany w Poznaniu.
20 tysięcy kibiców, którzy już godzinę przed meczem wypełnili stadion przy ul. Bułgarskiej,
miało nadzieję że będą świadkami dobrego widowiska.
Oprawa wizualna spotkania była świetna: mnóstwo rac, baloniki, kolorowe kartoniki, wulkany itp.
Wszystko to prezentowało się naprawdę znakomicie. Niestety, w przeciwieństwie do kibiców, piłkarze
spisali się słabo, brakowało jakichś porywających akcji, groźnych ataków, pięknych parad bramkarskich.
Częściowo można to usprawiedliwić wagą spotkania, wiadomo że w meczu towarzyskim nie gra się na 100%.
Drugim czynnikiem łagodzącym była... pogoda, w chwili rozgrywania meczu temperatura w Poznaniu była blisko zeru.
Nic dziwnego że piłkarzom nie chciało się grać, w dodatku Kameruńczycy nie są przecież przyzwyczajeni do takiego mrozu.
Biało-czerwoni nie pokazali w tym meczu niczego specjalnego, po obiecującym początku, potem jakby stracili
ochotę do gry. Oba zespoły zamiast atakować, starały się nie stracić bramki. Z takiego obrotu rzeczy
kibice mieli prawo być niezadowoleni, przez większośc meczu na murawie nie działo się po prostu nic ciekawego.
Pod koniec meczu na trybunach rozległy się nawet gwizdy, jednak po zakończeniu meczu kibice podziękowali
piłkarzom oklaskami. Dobrze zagrała polska obrona, co prawda popełniła kilka drobnych błedów, ale na szczęście dla nas
nic z tego nie wynikło. Należy z pewnością wyróżnić Tomasza Hajto, który był jednym z najlepszych zawodników na boisku,
nie tylko odbierał piłki rywalom, ale także często włączał się do akcji ofensywnych. Dobrze spisali się także Tomasz Kłos i
powracający po kontuzji Jacek Bąk, gorzej natomiast wypadł na lewej obronie Michał Żewłakow, który kilka razy łatwo dał się
ograć rywalom. Słabo spisywali się też nasi pomocnicy, którzy rzadko uruchamiali naszych napastników. W pierwszej połowie
w ataku grali Emmanuel Olisadebe i Paweł Kryszałowicz. Ten pierwszy potraktował ten mecz zupełnie towarzysko, natomiast
napastnik Eintrachtu Frankfurt rozegrał bardzo dobre spotkanie, często zagrażał bramce rywali. Po przerwie, na boisku
pojawili się Artur Wichniarek i Igor Sypniewski. Obaj byli bardzo aktywni, dużo walczyli, biegali, ale zabrakło
dobrych, dokładnych podań od pomocników, przez co nie mieli oni zbyt wiele okazji do pokazania się kibicom jak i trenerowi.
Podobnie ich grę podsumował Jerzy Engel: "Pół meczu to za mało, by ocenić nowych napastników Sypniewskiego i Wichniarka. Widać,
że bardzo zależy im na grze w kadrze. Nie rezygnuję z nich".
Mimo słabego widowiska nie możemy mieć chyba pretensji do piłkarzy, mają oni prawo być zmęczeni.
Za nimi bardzo ciężki rok pracy, rok, który po 16 latach przyniósł nam w końcu awans do Mistrzostw Świata.
|